Pewnego upojnego wieczoru (patrz zdjęcie z poprzedniego wpisu) wziąłem w Cax'ie telefon od chłopaka. On niewiele z tego pamięta, ja natomiast zapamiętałem. Był to Daniel i grał na perkusji. Niewiedzieć czemu nazwał mnie "łabędziem". Kilka tygodni potem zadzwoniłem do niego, rozmawialiśmy chwilę, potem jeszcze kilka telefonów. Wsiedliśmy z Tomkiem i Łukaszem w PKS. Jechaliśmy krętą asfaltówką czyba na wschód. Matka z dzieckiem w wózku stała przy kierowcy. Siedzieliśmy z przodu i patrzyliśmy przed siebie. Było ciepłe popołudnie. Tomek częstował ciastkami. Celem naszej wycieczki było świdnickie Zadębie, które więcej wspólnego ma chyba z zadupiem niż z dębami, choć czasem rzeczywiście można tam zdębieć zwłaszcza gdy odjedzie ostatni autobus. Cóż... zawsze pozostają tory, które zapewne poprowadzą człeka do Lublina, a gdy zmęczy się marszem może wygodnie ułożyć się na stalowych szynach i z nadzieją czekać na pociąg.

W związku z powszechnie rozumianą i z bólem akceptowaną wśród członków Stodoły decyzją Maciusia o wyjeździe do pięknej Brukseli, gdzie dokonał życia osławiony Pieter Bruegel Starszy postanowiliśmy zaproponować współpracę niejakiemu Danielowi Ch., który to zaprosił nas do swej kanciapy na wspomnianym Zadębiu. (Żab)
daniel ma perkusję YAMAHA, są też fajne szafki

Jest też grzejnik, który świeci złocistym światłem, jak zachodzące słońce. Zwykle na Tomka.

Łukasz siedzi smutno i gra. Tutaj chyba rzucił picie.

Ikę nawiedzamy rzadziej. Prawdopodobnie właśnie wchodzę do środka (stąd ten blask).
Stodoła pragnie poinformować przyjaciół (gdziekolwiek by nie byli), że żyje . Pozdrawiamy wszystkich, którzy lubią naszą muzę i koncerty (niedługo znów zagramy). Specjalne zaś pozdrowienia zasyłamy Mciusiowi i Kamolowi. Trzymajcie się chłopcy! Viva la Polonia! STODOŁA